Wies艂aw Soko艂owski - trwanie - pismo literackie 2021Zrzeszenie Artystyczne ZA




































Strona g????wna / Trzeci obieg / PRYZWOICI BANDYCI cz. 5 WIES?丄W SOKO?丱WSKI

PRYZWOICI BANDYCI cz. 5 WIES?丄W SOKO?丱WSKI


聽wywiad z WIES艁AWEM 聽SOKO艁OWSKIM


PRZYZWOICI 聽BANDYCI

CZ臉艢膯 PI膭TA

Kilka rozm贸w ju偶 przeprowadzili艣my, dotykali艣my r贸偶nych spraw zwi膮zanych nie tylko 聽z Twoj膮 tw贸rczo艣ci膮. 聽Dzi艣 wszyscy tacy jacy艣 rozpolitykowani, jak to jest u ciebie z t膮 polityk膮.

- Jako m艂ody cz艂owiek nie zdawa艂em sobie聽sprawy聽tak do ko艅ca w jakiej 偶yj臋 rzeczywisto艣ci. Ale by艂y takie momenty, kt贸re wry艂y si臋 w moj膮 pami臋膰 聽i sta艂y si臋 takim punktem odniesienia na przysz艂o艣膰. Oto jeden z nich. Rok 1968 i tzw. wydarzenia marcowe. Mia艂em pr贸by ze swoim zespo艂em literackim 聽„So-Doma” w piwnicy „Largaktil” na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Pr贸by odbywa艂y si臋 w godzinach po艂udniowych. Po jednej z nich wraca艂em ju偶 聽dzi艣 聽nie 偶yj膮cym malarzem Grzegorzem Paciorkiem.聽

Z „Largaktilu” idzie si臋 ko艂o
聽Bazyliszka, nast臋pnie 聽z Rynku Starego Miasta wchodzi si臋 聽w ul. 艢wi臋toja艅sk膮 przechodz膮c obok Katedry 艣w. Jana.聽
Widok na Plac Zamkowy ze 艢wi臋toja艅skiej by艂 inny ni偶 dzi艣. Wtedy nie by艂o jeszcze Zamku Kr贸lewskiego, tylko z ziemi na kilkadziesi膮t centymetr贸w 聽wystawa艂y fundamenty.

Wychodzimy wi臋c 聽na Plac Zamkowy i 聽widzimy jak od strony Krakowskiego Przedmie艣cia podje偶d偶a kilka autobus贸w z kt贸rych wyskakuj膮 w dresach wysportowane osi艂ki. 艁api膮 po drodze wszystko co si臋 da, a przede wszystkim stoj膮ce tam 艂awki a tak偶e wyci膮gaj膮 p艂yty chodnikowe i z tymi 艂awkami i p艂ytami owi „sportowcy” lec膮 nad tras臋 WZ, by przy okrzykach niewiadomego chowu rzuca膰 owe przedmioty na jad膮ce w dole samochody.

Wschodnia cz臋艣膰 Placu Zamkowego jest tarasem widokowym na Wis艂臋, na tras臋 WZ a teraz nawet wida膰 Stadion Narodowy. 聽Kiedy podejdziesz z tej strony 聽na kraniec Placu Zamkowego, to wida膰 jak kilka metr贸w w dole 聽sun膮 non stop tramwaje, autobusy, samochody. I na to wszystko, na naszych oczach, 聽lecia艂y wtedy 聽p艂yty chodnikowe, 聽艂awki w okuciach 偶elaznych. Czy kto艣 tam by艂 na dole i czy co艣 jecha艂o – nie wiem.

Stali艣my jak 聽wryci, zszokowani wr臋cz sparali偶owani. Ta nawa艂a trwa艂a dobrych kilka minut – a „sportowcy” jak zjawili si臋 nie wiadomo sk膮d, tak znikn臋li niewiadomo gdzie. W pewnym momencie jakby rozp艂yn臋li si臋 w powietrzu. Wi臋c my z Grzesiem idziemy dalej a dochodz膮c do 艣rodka Placu Zamkowego widzimy, 偶e zjawia si臋 kolejna partia autobus贸w z kt贸rych tym razem wylewa si臋 s艂awetne MO z pa艂ami i zaczyna ok艂ada膰 ducha winnych przechodni贸w. Co wi臋cej, okr膮偶a ich i parceluje w takie kilkunastoosobowe grupki.

Te otoczone przez MO grupki ludzi - 聽a t膮 akcj膮 jest obj臋ty ca艂y Plac Zamkowy - 聽s膮 poddane procedurze ustalania to偶samo艣ci .
Nas 聽z Grzesiem otoczono tu偶 przy dzwonnicy ko艣cio艂a 艣w. Anny. Postawiono pod murem, kazano r臋ce podnie艣膰 do g贸ry i za艂o偶y膰 je na kark. Nast臋pnie odwr贸cono nas twarz膮 do 艣ciany.

Pami臋tam jak dzi艣 te kopni臋cia w kostki u n贸g, gdzie odruchowo nogi rozstawia艂y si臋 w takim rozkroku. Tak stali艣my kilka dobrych minut. K膮tem oka widzia艂em jak delikwenci pod murem s膮 rewidowani. Osoba wyznaczona do tego celu wyci膮ga艂a portfel 聽i 聽grzebi膮c w nim z regu艂y znajdowa艂a tam dow贸d osobisty, kt贸ry 聽podawa艂a oficerowi 聽w rogatywce.

Pami臋tam
,聽偶e聽oficerek by艂 taki ma艂y, 聽z trzema gwiazdkami i w czarnych sk贸rkowych r臋kawiczkach. Te r臋kawiczki musia艂y bardzo przylega膰 do d艂oni i palc贸w, gdy偶 bez trudu m贸g艂 w nich przegl膮da膰 dow贸d 聽osobisty. Pami臋tam tak偶e, 偶e mia艂 przewieszon膮 przez rami臋 tak偶e ze sk贸ry tak膮 聽„oficerk臋”. 聽


Czyli, 聽dow贸d osobisty bra艂 聽„oficerek” w swoje czarne sk贸rkowe r臋kawiczki 聽i 聽 w wielkim skupieniu przegl膮da艂 stroniczka 聽po stroniczce. Robi艂 to wolno, jak na zwolnionym 聽filmie. 聽 Po przejrzeniu - jednych puszcza艂 innych nie – tych kt贸rych zatrzymywa艂, 聽pojedy艅czo聽w asy艣cie聽聽dw贸ch funkcjonariuszy odprowadza艂o 聽 do autobus贸w, kt贸rych coraz wi臋cej pojawia艂o si臋 na Placu Zamkowym.
Mia艂em na sobie tak膮 obszern膮 zielon膮 kurtk臋. W lewej kieszeni by艂 portfel z dokumentami a w prawej kieszeni mia艂em m艂otek; szli艣my z pr贸by, gdzie montowali艣my jakie艣 elementy scenografii.聽

projekt ok艂adki

Gdy pomy艣la艂em o m艂otku 聽i o tej rewizji co mnie czeka艂a, zrobi艂o mi si臋 聽gor膮co 聽– 聽pot obla艂 mnie 聽ca艂ego.
Sta艂em i czeka艂em na to co ma si臋 za chwil臋 sta膰. Ruchu nie mog艂em zrobi膰 偶adnego, bo r臋ce mia艂em na karku, nogi rozstawione. Ka偶dy nawet najdrobniejszy gest mego cia艂a nie umkn膮艂by uwadze kilku stoj膮cych gliniarzy z pa艂ami w r臋ku i z broni膮 przy pasie.
Stali艣my z Grzesiem i czekali艣my co z tego wyniknie. Najpierw Grzesiu, przeszukali go i znale藕li legitymacj臋 聽w 聽kt贸rej by艂o napisane, 偶e jest zameldowany w „Dziekance”. 聽„Oficerek” co艣 zagadn膮艂 do niego. Grzesiu co艣 mu powiedzia艂 wskazuj膮c na mnie. 聽Instynktownie odwr贸ci艂em si臋 do nich i opu艣ci艂em r臋ce. Nast臋pnie z kieszeni wyj膮艂em portfel, wyjmuj膮c legitymacj臋 szko艂y muzycznej, gdzie tak偶e by艂 m贸j meldunek w „Dziekance”. 聽Twarz 聽„oficerka” rozchmurzy艂a si臋, popatrzy艂 聽wr臋cz z sympati膮 na nas i pu艣ci艂 nas wolno. Kordon 聽glinarzy rozst膮pi艂 si臋 i my z Grzesiem pow臋drowali艣my sobie 聽dalej. 聽
Ksi膮偶ka nad kt贸r膮 pracujesz ju偶 wiele lat, kt贸ra nosi tytu艂 聽„ Sprawiedliwo艣膰 (?) – czyli 40 lat s膮dzenia, grabienia prze艣ladowania”, co si臋 z ni膮 dzieje?

- Dochodz臋 do niej, bo to ogrom przer贸偶nych, w艂a艣ciwie uw艂aczaj膮cych godno艣ci cz艂owieka fakt贸w, ale by da膰 to czytelnikowi do przeczytania, to 聽 materia艂y te powinny by膰 bardzo klarowne a teksty jasne wr臋cz przezroczyste.聽Oto jeden z rozdzia艂贸w, kt贸ry ju偶 lata w internecie:
Kto艣 powie, 偶e jest to ksi膮偶ka pisana pod tez臋, 偶e s膮dy s膮 z艂e, 偶e ludzie tam pracuj膮cy s膮 zdemoralizowani, 偶e jest to w艂a艣ciwie taki mot艂och, kt贸ry zosta艂 przebrany w te r贸偶ne togi, by nie tyle s膮dzi膰, ale by niszczy膰 to co jest 聽przewidziane do zniszczenia. Oczywi艣cie, tak, ta ksi膮偶ka jest pisana pod tak膮 w艂a艣nie tez臋, a dlatego tak jest pisana, bo sam na w艂asnej sk贸rze do艣wiadczy艂em dzia艂alno艣ci tej antypolskiej mafii. Do艣wiadczyli tego samego moi rodzice, podejrzewam, 偶e taki los mo偶e spotka膰 聽moje dzieci.聽

Id膮c dalej: 聽
Lepiej by膰 nadzorc膮 ni偶 by膰 samemu nadzorowanym, taki wyb贸r daje si臋 tylko narodom podbitym, przeznaczonym do likwidacji.聽
Ale by si臋 nie wg艂臋bia膰 zbyt daleko dotkn臋 tylko jednego problemu, a mianowicie „niezawis艂o艣ci s臋dzi贸w”.聽

Dom rodzinny poety w szacie zimowej, w kt贸rym mie艣ci si臋 tak偶e
siedziba聽Zrzeszenia Artystycznego ZA聽i redakcja pisma literackiego TRWANIE

I nie b臋d膮 to moje s艂owa, ale pos艂u偶臋 si臋 wypowiedzi膮 prof. Janusza Trzci艅skiego (Rzeczypospolita 7 stycznia 2015). Ot贸偶 profesor pisze: Zachowanie s臋dzi贸w wynika niekiedy ze z艂ego rozumienia niezawis艂o艣ci s臋dziego. Ona nie jest dla s臋dziego, ale ze wzgl臋du na dobro wymiaru sprawiedliwo艣ci 聽jemu jest dana. Tak trzeba odczyta膰 niezawis艂o艣膰 s臋dziowsk膮. Nie mo偶na jej traktowa膰 jako prawa s臋dziego. Owszem, to prawo jest mu dane, jak pensja, post臋powanie dyscyplinarne, immunitet. Ale nie dlatego, 偶e s臋dzia jest taki wa偶ny i trzeba go chroni膰. To wszystko jest po to, 偶eby s臋dzia prawid艂owo sprawowa艂 wymiar sprawiedliwo艣ci. Niestety, niekt贸rzy tego 聽nie rozumiej膮. 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽聽
聽Obawiam si臋, 偶e s臋dziowie to bardzo dobrze rozumiej膮 i po prostu wiedz膮 kogo mog膮 bezkarnie skaza膰, a kogo nie; komu dokopa膰, roz艂o偶y膰 finansowo na 艂opatki a kogo wesprze膰 nawet nieraz niebagateln膮 kas膮 stosuj膮c r贸偶ne w艂a艣ciwie oszuka艅cze procedury.

Innymi s艂owy mo偶na t膮 mroczn膮 stron臋 naszych s膮d贸w wyrazi膰 j臋zykiem ludowym a zarazem dosadnym, 偶e 聽„kurwa kurwie 艂ba 聽nie urwie”.

Sk膮d 聽ci s臋dziowie czerpi膮 tak膮 wiedz臋 kogo mo偶na kopn膮膰 a komu nawet ewidentne przewinienia umorzy膰 i to wbrew nawet zdrowemu rozs膮dkowi czy nawet wbrew 聽faktom 聽– 聽i na to te偶 mo偶na znale藕膰 prost膮 odpowied藕. 聽


聽Tak 艂atwo mie膰 do kogo艣 pretensj臋, ale prawo jest prawem - a s膮d jest przecie偶 s膮dem.

- Chyba 偶artujesz, przepraszam, chyba masz jak膮艣 za膰m臋 umys艂ow膮. Przecie偶 najgorsze z艂o w艂膮cznie z obozami koncentracyjnymi, gu艂agami, przecie偶 to wszystko powstawa艂o zgodnie zawsze z prawem.

Rozstrzeliwano, mordowano, gwa艂cono 聽zgodnie z prawem. Przecie偶 teraz co si臋 dzieje – okrada 聽si臋 nas a w艂a艣ciwie rujnuje i rabuje przecie偶 tak偶e
zgodnie z prawem.

Kiedy艣, kiedy by艂em takim nieopierzonym dwudziestolatkiem, zosta艂em zaproszony do Nowego S膮cza, przez koleg臋 ze szko艂y muzycznej. Andrzej, bo tak mia艂 na imi臋 m贸j kolega, gra艂 聽fenomenalnie na skrzypcach. By艂a noc sylwestrowa i m贸j kolega mia艂 mie膰 koncert na balu sylwestrowym w le艣nicz贸wce (o ile pami臋tam gdzie艣 w okolicach Rytra). Da艂 mi skrzypce, da艂 mi adres le艣nicz贸wki i prosi艂 bym tam pojecha艂 i 偶e tam si臋 spotkamy, bo on po drodze ma co艣 jeszcze do za艂atwienia.

Wzi膮艂em pod pach臋 futera艂 ze skrzypcami i pojecha艂em pod wskazany adres. Przedstawi艂em si臋 kierownikowi tego o艣rodka, kt贸ry okaza艂 si臋 dobrym znajomym mojego kolegi wirtuoza – bo 聽niezwykle serdecznie si臋 mn膮 zaopiekowa艂. Do tego stopnia, 偶e dosta艂em osobny stolik i bankietowa膰 mog艂em na koszt firmy. Sala by艂a wystrojona i zawalona 聽„wykwintnymi” damami i wymodelowanymi faciami. Orkiestra grza艂a, gorza艂a si臋 la艂a.聽

W pewnym momencie zacz臋to wznosi膰 toasty, a 聽z tych toast贸w zorientowa艂em si臋, 偶e jestem na balu prokurator贸w, s臋dzi贸w. 聽 Wznoszono ci膮gle nowe tosty i ci膮gle wyg艂aszano nowe przem贸wienia. Atmosfera g臋stnia艂a od gorza艂y, od wiwat贸w i od r贸偶nych pie艣ni.

Okrzykami przywo艂ywano 聽lider贸w a im wi臋cej ich wywo艂ywano tym bardziej co艣 niedobrego zacz臋艂o si臋 unosi膰 nad t艂umkiem sylwestrowych go艣ci.

Jeden 聽utkwi艂 mi w g艂owie w szczeg贸lny spos贸b, bo sta艂 si臋 聽osob膮 najwa偶niejsz膮 – pobi艂 podobno swoisty 聽rekord. 聽艢rodowisko s臋dzi贸w i prokurator贸w 聽w艂a艣nie za t膮 jego skuteczno艣膰 聽wsadzania ludzi za kratki wyrazi艂o swoje uznanie i przyzna艂o mu 艣rodowiskow膮 nagrod臋 …

On w swym zapale osoby wa偶nej i docenionej, 聽co chwila wstawa艂 i wrzeszcza艂 „rebiata stakan”. 聽Co wi臋cej, tak si臋 rozochoci艂, 偶e w pewnym momencie przy pomocy 聽swych kompan贸w wszed艂 na st贸艂 i gestem w艂adczym kaza艂 – wzi膮膰 聽 „stakan”, kaza艂 nape艂ni膰 „stakan” i kaza艂 wypi膰 „stakan”.聽

Z os艂upieniem patrzy艂em jak te wyfryzowane pud艂a, kt贸re wr臋cz z uwielbieniem wykonywa艂y polecenia swego „laureata” – wypija艂y 聽mrowie alkoholu i to do dna, 聽wy艣piewuj膮c r贸偶ne czastuszki, dumki 聽 i 聽jakie艣 inne przy艣piewki.

Baby oszala艂y, wywija艂y r贸偶ne ho艂upce, a pokraczne to by艂o, jakie艣 nieobyczajne, wr臋cz nieprzyzwoite.

Zacz臋to domaga膰 si臋 koncertu skrzypka – a 聽ja z tymi skrzypcami na stoliku, dwoi艂em si臋 i troi艂em wrzeszcz膮c, 偶e ju偶 wirtuoz w drodze, 偶e lata moment b臋dzie.
Nie ma skrzypka 聽„stakan" w g贸r臋 – i tak do rana dotrwa艂em.
No, 聽 na pewno ta opowiastka powinna znale藕膰 si臋 w Twojej ksi膮偶ce.

聽- Tak, mam mas臋 r贸偶nych notatek, r贸偶nych dokument贸w, oby to wszystko o偶y艂o w mojej ksi膮偶ce. Oblicze zbrodni mo偶e mie膰 twarz niewinnej os贸bki – przecie偶 nawet 聽w pozornie spokojnym nurcie 偶ycia mo偶na utopi膰 ka偶dego …聽
M贸wisz spokojny nurt 聽偶ycia. Chyba tutaj w Rawce, nad przepi臋kn膮 rzek膮 Rawk膮 聽(w roku ubieg艂ym rzek臋 Rawk臋 okrzykni臋to najpi臋kniejsz膮 w Polsce) chyba tu ci si臋 偶yje dobrze. 聽Miejsce tu偶 tu偶 przy stolicy. Super sytuacja. A mo偶e z okazji swoich 50 - lecia pracy tw贸rczej masz jak膮艣 pro艣b臋 do w艂adz. Wal jest przecie偶 okazja.

- Nie ma o czym gada膰. Dosta艂em tyle wyr贸偶nie艅, tyle dyplom贸w. Jak widzisz 偶yje mi si臋 pi臋knie. Brzozy mi szumi膮 w ogr贸dku …

No tak, siedzimy sobie w ogr贸dku, w艂a艣nie szumi膮 brzozy. Ale co chwila w艂膮cza si臋 dzwon i dzwoni niemi艂osiernie. 聽Chyba w nocy wy艂膮czaj膮 to szale艅stwo. Przecie偶 ten dzwon stoi 聽50 m od twoich okien – jak mo偶esz w tym ha艂asie 偶y膰.聽
Przejazd zamykany jest z dw贸ch stron, dzia艂a sygnalizacja 艣wietlna, chyba 偶e w Twojej okolicy cz臋sto jest mg艂a. Na czas mg艂y, prosz臋 niech w艂膮czaj膮 sobie t膮 upiorn膮 sygnalizacj臋.








- Tak, tak, ale ja jestem tylko odznaczony Krzy偶em Kawalerskim ORDERU ODRODZENIA POLSKI / POLONIA RESTITUTA聽przez Prezydenta Rzeczypospolitej聽i uhonorowany medalem聽 GLORIA聽 ARTIS przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego聽聽- 聽ale nie jestem naczelnikiem, a ta rzeczywisto艣膰 o kt贸rej m贸wisz 聽to 艣wiat naczelnik贸w.聽


Ja si臋 do tej rozmowy przygotowa艂em. Oto dokument m贸wi膮cy o tym, 偶e kilkana艣cie lat temu ten dzwon zosta艂 wy艂膮czony i co si臋 sta艂o, 偶e nadal on dzwoni.
- Nie wiem co si臋 sta艂o, mo偶e to jest jaki艣 inny wymiar walki z ha艂asem. Mo偶e naczelnicy uznali, 偶e tacy ludzie jak Ty czy ja, to jeste艣my lud藕mi zakwalifikowanymi na przemia艂 przez ha艂as. 聽 聽Bo na pewno nie chodzi tu o bezpiecze艅stwo – zabezpieczenie 艣wietlne i przejazd zamykany dwustronnie gwarantuje to bezpiecze艅stwo.
Przecie偶 w takiej sytuacji 聽 powinni zainstalowa膰 tego typu dzwony na ka偶dym skrzy偶owaniu dr贸g, a przecie偶 s膮 tam tylko 艣wiat艂a i 聽jakie偶 brz臋czyki dla ludzi niewidz膮cych.
No my艣l臋, 偶e mo偶na si臋 zwr贸ci膰 z t膮 pro艣b膮 do Prezydenta Miasta czy do innych administracyjnych instancji czy urz臋d贸w walcz膮cych z ha艂asem. Masz prawo do ciszy !!! 聽ogromne sumy wydali robi膮c woko艂o tor贸w takie betonowe zapory 聽chroni膮ce nawet drzewa przed nadmiernym ha艂asem. A Tobie i Twojej rodzinie sprezentowali dzwon, kt贸ry w艂a艣ciwie non stop pod oknami Twego domu 聽dzwoni.
Przecie偶 nadmierny ha艂as mo偶e cz艂owieka wyeliminowa膰 z 偶ycia. To jest swoista tortura 聽a roz艂o偶ona w czasie nie daje Tobie ani nikomu innemu 偶adnych szans. Chyba naczelnicy wiedza o tym !!!


- Mo偶e wiedz膮 a mo偶e nie wiedz膮, mo偶e si臋 tak bawi膮 w "pan贸w 偶ycia" czy w "pan贸w 艣mierci", kto ich tam 聽wie. 聽Ale je艣li ju偶 dotkn膮艂e艣 tych spraw, to pozw贸l 偶e poka偶臋 ci inny kwiatek. Widzisz te drzewa, zosta艂y po nich tylko kikuty. Kto艣 wszed艂 na dzia艂k臋 i wyla艂 chyba kilka wiader trucizny i to tak silnej, 偶e drzewa usch艂y. Kilka metr贸w dalej jest studnia, nast臋pnym razem mo偶e takie wiaderko wla膰 do studni.

Dlaczego tego faktu, nie zg艂osi艂e艣 na policj臋.


- Ja ciesz臋 聽si臋, 偶e jeszcze 偶yj臋. Mas臋 moich koleg贸w jako艣 poprzepada艂o. Zreszt膮 nie chc臋 o tym m贸wi膰.

Rzeczywi艣cie co艣 jest na rzeczy, bo czy wiesz, 偶e IPN oskar偶y艂 by艂ego komendanta MO z tego tutaj miasteczka o zbrodnie przeciw ludzko艣ci.聽

- Gwarantuje ci, 偶e zostanie oczyszczony z wszelkich zarzut贸w, tak jak wcze艣niej wojewoda zosta艂 oczyszczony chyba z podejrze艅 o jakie艣 kontakty z SB. Gruba kreska Mazowieckiego m艣ci si臋. W ramach zacierania 艣lad贸w swoich ma艂ych czy wi臋kszych 聽zbrodni 聽zniszcz膮 ka偶dego kto im w drog臋 聽wejdzie.聽Bo przecie偶聽je偶eli聽s膮d powie, 偶e jeste艣 niewinny, to przecie偶 na pewno tak jest.聽
Ale to jest rozmowa na inn膮 okazj臋. 聽
No tak, zacz臋li艣my o Twoim jubileuszu, 聽50- leciu pracy tw贸rczej, a sko艅czyli艣my na kanaliach. Ale niestety w takich 偶yjemy czasach. Dzi臋kuj臋 za rozmow臋. Pozw贸l, 偶e na koniec 聽polec臋 wszystkim Twoje wiersze 聽"Chcia艂bym zapomnie膰":




Rozmow臋 przeprowadzi艂

WIKTOR聽 CZARNIECKI

na Szlaku Kr贸lewskim

聽w Warszawa w lutym

聽2016 roku聽