TORTURA DŹWIĘKOWA czyli nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe

Zaktualizowano: 5 lip

PKP nigdy nie przyzna się do tego, że pod oknami naszych domostw instaluje dzwony śmierci – bo im się wydaje, że przepisy i oni są ważniejsi niż nasze życie.

1.

Trudno w to uwierzyć, jeszcze trudniej zrozumieć – rzeczywistość nas nieraz przewyższa a chwilami wręcz zaskakuje. Niby banalny podmiejski pociąg – z tym, że upalna pogoda – ukrop bije z nieba – na pewno ponad 40 stopni ciepła.

Wyjeżdżamy z dworca Warszawa Zachodnia, kolejna stacja Warszawa – Włochy. Godzina popołudniowa, ludzie wracają z pracy więc ścisk niemiłosierny.

W pociągu nie można otworzyć żadnego okna, bo tak są urządzone te niby nowoczesne wagony, że wszystko jest szczelnie pozamykane. Ludzie nie mają więc czym oddychać – wręcz zaczynają się dusić. Odruchowo ktoś otwiera drzwi by wpuścić choć odrobinę świeżego powietrza.

Pociąg stoi. Z kabiny motorniczego wysiada rozindyczony maszynista. Podchodzi do kolejnych otwartych drzwi i prosi głosem stanowczym o zamknięcie drzwi, gdyż pociąg przy otwartych drzwiach nie może ruszyć.

Ludzie milczą. Maszynista ciągnie dalej swoje „przemówienie”, że jeśli ruszy pociągiem przy otwartych drzwiach, to może stracić premię. Wszyscy słuchają w milczeniu wywodów maszynisty. I jakby w odpowiedzi na powyższe „przemówienie” drzwi są posłusznie zamykane. Maszynista więc powoli wraca do swojej kabiny. Ale w czasie jego powrotu, podróżni by nie udusić się znów odruchowo otwierają drzwi po drugiej stronie pociągu. Tam jednak maszynista nie wejdzie, gdyż pociąg stanął przy parkanie zarośniętym dziką roślinnością.

W pociągu grobowa cisza. Pociąg stoi nadal. Powietrze, to źródło życia – ale maszynista o tym zapomniał …

2.

Kilkanaście lat temu postawiono dzwon starszej Pani tuż przy jej oknie - dzwon taki mechaniczny, który jak się zaciął to potrafił dzwonić non stop przez całą noc. Wiele razy interweniowaliśmy w późnych godzinach nocnych, by wyłączyli to cholerstwo. Te zabawy z tym dzwonem trwały latami. Pani już starsza – zmarła.

Oczywiście zmarła nie przez dzwon; on tylko pobudzał ją do życia, gdyby nie dzwon, to by na pewno jeszcze wcześniej umarła.

Przepraszam za ten prześmiewczy ton, ale po czynach poznajemy z kim mamy tu do czynienia. A mamy tu do czynienia widocznie z jakąś nieobliczalnością, która nie wie do końca co robi.

3.

Dzwon dzwoniący prawie bez przerwy właściwie staje się „torturą dźwiękową” - i jest to broń, która zagraża życiu ludzkiemu.

W starożytnych Chinach hałas stosowany był jako wyjątkowo ciężka tortura. „Kto obraża Najwyższego, nie będzie powieszony, lecz fleciści, dobosze i heroldzi będą wokół niego czynić hałas dniem i nocą, póki nie padnie martwy, albowiem to jest właśnie najcięższa kaźń”.

Opisałem trwającą latami i udokumentowaną pismami urzędników PKP z pozoru niby błahą sprawę – bo co za problem dzwoniący dzwon, niech sobie dzwoni. Ale ten błahy problem dla naszej rodziny i nie tylko, to powolne zabieranie nam zdrowia, niszczenie nas - zabieranie nam życia.

Dźwiękiem przecież można zabić:

cyt. z internetu „Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo wpływa on na nasze rozdrażnienie, jak mocno utrudnia koncentrowanie się i jak nas stresuje. Po prostu nie zauważa się tego od razu, tymczasem… Organizm codziennie produkuje nadmiar tzw. hormonów stresu i wszystko wali się – jak w dominie. Chroniczna bezsenność, zmęczenie, niepokój, nerwowość, problemy z krążeniem, nadciśnienie, choroba wieńcowa, zaburzenia metabolizmu, cukrzyca, nerwica, depresja, wyczerpanie fizyczne i psychiczne plus w końcu także pogorszenie słuchu – niezły katalog prawda? A wystarczyłoby zadbać o ciszę.”

Dźwięk używany w odpowiedni sposób i w odpowiednich okolicznościach jest bronią bardzo skuteczną – usuwa człowieka bowiem bez śladu.

4.

Naczelnicy PKP to przecież mili i kulturalni ludzie, wielce wykształceni. Naczelnikiem nie może zostać przecież idiota. Tak myślałem mając mało lat. Jednak przeglądając swoją dokumentację, którą gromadzę w tej sprawie od ponad 30 lat, dochodzę do wniosku, że są to osobnicy, którzy żyją poza rzeczywistością o której decydują. Co może więc nas czekać przy tym non stop tłukącym dzwonie. Wolna utrata zdrowia i śmierć.

Ten obraz maszynisty z początku mojej wypowiedzi, który nie prosi tylko żąda zamknięcia drzwi w pociągu, gdzie ludzie są ledwo żywi – niech to będzie memento tej mojej wypowiedzi. On prowadzi pociąg i wie jak to robić. Wie i umie, ale jakby zapomina o jednym, że ludzie w pociągu oddychają przecież powietrzem... Pan maszynista nie ma na pulpicie takiego urządzenia, które powiadamiało by go o tym fakcie. A jeśli nie ma, to dla niego nie ma problemu. Niech ludzie duszą się, to nie dotyczy jego.

Myślę, że taki mechanizm jest w różny sposób wtłaczany w głowy tym różnym naczelnikom. Niech się świat wali, pali, on naczelnik jest w porządku – u niego, na jego pulpicie wszystko gra. Zresztą potocznie mówi się, że PKP to państwo w państwie. Ma swoje priorytety, z których nie rozlicza się przed nikim. Nigdy więc oficjalnie nie przyznają się, że takie ich non stop dzwonienie to dla mieszkańców staje się niczym więcej tylko torturą - torturą dźwiękową.

5.

Nasze pisma, które wysyłamy od ponad 30 lat i prosimy by ukrócić to zło spotkały się z odpowiedzią właściwie ludzi bezdusznych, którzy swoje haniebne działania uważają za coś normalnego i oczywistego.

Poniżej załączam notatkę prasową w powyższej sprawie. Pisaną dawno, bo 30 września 1994 roku. Pozwalam sobie zacytować fragment:

Mieszkam tu od ponad 30 lat – mówi Jadwiga Pakulska – mieszkam w starym budynku kolejowym tuż przy przejeździe. Nigdy nie przeszkadzał mi odgłos przejeżdżających pociągów. Ale do tego dźwięku nie mogę się przyzwyczaić. Mam skołatane nerwy. Interweniowałam w dyrekcji PKP w Warszawie, prosiłam o zamianę mieszkania, mówiłam, że już dłużej nie wytrzymam i chyba życie sobie odbiorę – opowiada łkająca starsza kobieta. - Odpowiedzieli: - „A cóż to nas obchodzi”.

Tak, tak, a cóż to ich obchodzi?

A może jest to jakaś taka pospolita szajka półidiotów kolejowych, która grasuje tu bezkarnie od blisko 30 lat i czerpie radość z tego, że niszczy i zabiera zdrowie Bogu ducha winnym ludziom.

Pani Pakulska nie żyje i także na jakiś czas dzwon został wyłączony decyzją Rady Miasta. Dzwon więc nie dzwonił, ale tylko do pewnego momentu. Bo dziś znów przez całe 24 godziny dzwon jeszcze bardziej tłucze i dudni - bo ruch pociągów na tej trasie się zwielokrotnił.

Trzeba coś zrobić z tym oszołomstwem kolejowym - bo są oni tak zatroskani naszym bezpieczeństwem, że niejako w zamian zabronią nam tu żyć.

Przecież panowie naczelnicy mają chyba rozkłady jazdy wszystkich kursujących tą trasą pociągów, więc łatwo obliczą ile godzin w ciągu doby dzwoni ten dzwon. A ustawiczne dzwonienie jest „torturą dźwiękową”, które ma skutki nieobliczalne dla naszego zdrowia, włącznie ze śmiercią terroryzowanej osoby.

No cóż, Polskie Koleje Państwowe, które montują te śmiercionośne dzwony, nie mówią nam jednak, że nas mordują, zabijają – natomiast piszą tylko tyle (cyt. z ich pisma) „Sygnał ten nie jest komfortowy dla wszystkich, którzy są w jego pobliżu”.

Możliwe, że PKP jest opanowane przez „wyskokową formację umysłową”. Mówię - „wyskokową” - dlaczego? Bo na naszych drogach kierują pojazdami mechanicznymi także kierowcy głusi. Może więc PKP instaluje te ciągle bijące dzwony (które nam tu odbierają życie), właśnie i przede wszystkim dla nich, by dać świadectwo swojej przenikliwości umysłowej.

Mamy prawo do ciszy i spokoju!!!

Na przejeździe kolejowym w Skierniewicach – Rawce dzwon dzwoni ciągle.

Do znudzenia będę powtarzał, gdyby ten dzwon zadzwonił kilka razy dziennie, to proszę niech dzwoni. Ale on jest czynny non stop; dzwoni, bo takie jest tu wręcz niewyobrażalne natężenie ruchu kolejowego.

Można zebrać pokaźną dokumentację, dotyczącą bezkarności tego naczelnictwa kolejowego, które działa tu w glorii swojego prawa i swoich przepisów, zapominając o zdrowym rozsądku, które wyrazić można słowami „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”.

6.

Coda:

Mam już swoje lata, wiele widziałem, wiele słyszałem, ale stosowanie „tortury dźwiękowej” i przyzwalanie na takie haniebne praktyki realizowane w otwartej przestrzeni publicznej świadczy o czym? Przecież jeszcze nie żyjemy w obozie koncentracyjnym, choć jakby na tym przykładzie widzimy, że pewne elementy tego życia obozowego są już skrupulatnie wprowadzane.

A jak historia uczy – zbrodnie popełniane w sposób oficjalny są przemyślane w szczegółach, wręcz „naukowo” opracowywane – możliwe, że jest już wprowadzana strategia okaleczania i zabijanie ludzi tam, gdzie jest to niezauważalnie możliwe.

Wydano miliony złotych budując z dwóch stron torowiska ciągnące się kilometrami wysokie zapory wyciszające, by chronić środowisko - tylko zostawiono nas. Potraktowano więc nas jeszcze gorzej niż zwierzęta – tak jakbyśmy byli dla nich materiałem żywym przeznaczonym jednak do likwidacji.

Na zakończenie mojej wypowiedzi chcę przytoczyć słowa vice-premiera i zarazem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pana Piotra Glińskiego, który na uroczystości wręczania nam medalu Gloria Artis w ministerstwie powiedział, cyt.

Jest to wyraz podziękowania Polski dla państwa twórczości i dla państwa zaangażowania, dla waszego talentu - ale talentu zawsze popartego pracą, wytrwałością, odwagą twórczą"

Tak, tak, piękne słowa, ale w kontekście rzeczywistości jaką nam tu zgotowano słowa te brzmią - mówiąc delikatnie – jakoś wyjątkowo dziwnie.

Rawka, czerwiec, 2022 rok

154 wyświetlenia